W życiu każdej kobiety nadchodzi moment, w którym stajemy
przed trudnym wyborem i popadamy w
hamletowskie rozterki- obciąć czy nie obciąć? Oto jest pytanie!
Na wstępie zaznaczę, że nie jestem emocjonalnie związana ze swoimi
włosami. Stanowią one oczywiście bardzo istotny element mojego wyglądu
(widziałyście te obrazki w stylu ‘ jak wyglądałyby gwiazdy, gdyby były łyse?’-
nie chciałabym dołączyć do tego grona!) Ich hodowanie nie jest jednak – i nigdy
nie było- dla mnie celem samym w sobie. Nigdy nie mierzyłam długości włosów
linijką i nie sprawdzałam w lustrze z paniką czy sięgają już za stanik. Być
może dlatego rozstania z długimi włosami zawsze znosiłam dość bezboleśnie.
Rozumiem jednak w pełni kompletnie odmienne podejście i traktowanie włosów jako
elementu przyrównywanego do ręki czy
nogi. Każde przywiązanie ma jednak swoje granice. Każda relacja z czasem staje
się coraz luźniejsza… aż w końcu w grę zaczynają wchodzić nożyczki. Oto 5
sygnałów, że powinnaś zaliczyć bliższe spotkanie z fryzjerem:
1. Są po prostu zniszczone. I wyglądają nieestetycznie.
Wierz mi, że Twoje włosy mogą mieć nawet i dwa metry długości, ale jeśli
końcówki będą popalone i rozdwojone, na nikim nigdy nie zrobią wrażenia. A
kiedy będziesz próbowała zjechać na nich z wieży do czekającego na dole
księcia- złamią się w połowie drogi.
2. Cierpisz na chroniczny lęk przed fryzjerami i dotychczas
wszystkie operacje włosowe wykonywałaś sama. Przyznaję się, należę do tej
grupy, a fryzjerów unikam jak ognia. Doprawdy nie rozumem kobiet, dla których
wizyta w salonie jest relaksem- ja zawsze siedzę na fotelu niespokojna i w tkwiąc w nie dającym się
ukryć napięciu, oczekuję na efekty. Dodatkowo mam wrażenie, że we wszystkich
fryzjerskich lustrach mam twarz Crazy Froga i ważę jakieś 10 kilogramów więcej.
Walczę z tym. Jeśli dotychczas eksperymentowałyście w domu same- czy to z cięciem, czy z kolorem-
warto, by zerknął na to jakiś profesjonalista. Jeśli wybierzesz odpowiedniego
fryzjera, efekty naprawdę mogą zaskoczyć. W tym celu polecam posłuchać opinii
koleżanek oraz przejrzeć fane page’y salonów na Facebooku. Komentarz prawdę Ci
powie.
4. Czynnik czasowo-
ekonomiczny. Może to głupie, ale fakt jest prosty: krótsze włosy= mniej
produktów, które zużywamy do pielęgnacji czy stylizacji. Ponadto z krótszymi ciężko
o bad hair day, szczególnie jeśli poprosimy fryzjera o fryzurę, co do której jedyną stylizacją jest
wysuszenie włosów z głową w dół ( a wierz mi, jest masa takich fryzur).
5. Masz ochotę na większe zmiany w swoim życiu. Nowa fryzura
może być ich pięknym początkiem. O ile u męskiej części moich czytelników fakt
ten pewnie nie wzbudzi zrozumienia, o
tyle każda z nas zapewne nie raz przekonała się, że tak mała zmiana jak
fryzura, może prowadzić do całkowicie nowego etapu…
Mam nadzieję, że przedstawione przeze mnie argumenty, niczym
w gimnazjalnej rozprawce, wydadzą Wam się przekonujące i jeśli zastanawiałyście
się nad zmianą fryzury- być może troszeczkę Was przekonałam. Pamiętajcie, że
włosy to nie ręka- odrosną. Prędzej czy później, ale odrosną. Te same argumenty
w zasadzie można by zastosować jeżeli chodzi o zmianę nie długość, a koloru,
jednak- z pewnością odbyłoby się to z większą szkodą dla włosów aniżeli
obcięcie. Od czego są jednak wakacje? To chyba w końcu najbardziej odpowiedni czas na
włosowe szaleństwo ;)
A poniżej- zdjęcia mojej nowej fryzury. Do której inspiracja była prze-pięk-na Rosie Hunington Whitely. Cóż, w aniołka VS się nie zamieniłam, ale myślę, że i tak jest nieźle.
Pozdrawiam!

uwielbiam krótkie fryzurki! sama ostatnio się na taką zdecydowałam :) ślicznie wyglądasz :)
OdpowiedzUsuńBardzo ładna fryzurka, pasuje Ci :) Sama podpisuje się pod punktem 2 - kilka razy próbowałam przekonać się do fryzjerów i zwykle musiałam potem sama przed lustrem poprawiać nożyczkami ich niedociągnięcia.
OdpowiedzUsuńMam krótkie włosy i dobrze mi z tym:) choć przez większość życia nosiłam długie;)
OdpowiedzUsuń