wtorek, 5 kwietnia 2016

C A T R I C E duo do konturowania prime and fine contouring palette


Kiedy twój chłopak mówi widząc na twojej twarzy jakiś kosmetyk - ' o, jakie to ładne'- wiedz, że coś się dzieje. I musisz napisać  o  tym posta. 



Na tę paletkę czaiłam się w zasadzie od kiedy tylko pierwszy raz zobaczyłam ją gdzieś w otchłaniach YouTube'a. Pierwszy  i  podstawowy problem z nią jest jednak taki, że - jak zresztą większość hitowych produktów Catrice- jest wiecznie wykupiona. WSZĘDZIE. Ileż to razy moje oczy pełne były zawodu, gdy po raz kolejny okazywało się, że po tej paletce, korektorze Camuflage w płynie i  flamastrze do brwi w szafach Catrice pozostało tylko wspomnienie! W końcu dorwałam ją w nowo otwartej drogerii Arnica (która swoja drogą jest rewelacyjna, mają też szafę Essence, Lumene i kilka innych niestandardowych drogeryjnych marek-  jeśli jesteście z Torunia, wygooglujcie  i zajrzyjcie koniecznie.;))



Standardowa cena paletki to 18,99  i zawiera 10 gram produktów. Wykonana jest  z dosyć porządnego, grubego plastiku, w którym to pokładam  ogromne nadzieje- jestem prawdziwą pogromczynią tego typu opakowań. Z tyłu znajdujemy też mini-instrukcję, mówiącą nam gdzie nakładać poszczególne produkty. Legenda głosi, że ktoś kiedyś z tego typu instrukcji skorzystał. 

Dostępna jest w dwóch wersjach kolorystycznych- cieplejszej  i chłodniejszej. Moja  to typ chłodniejszy, ze znacznie ładniejszym bronzerem i nieco gorszym rozświetlaczem. Zacznijmy więc od bardziej udanego produktu, czyli bronzera.

B R O N Z E R  z tej paletki jest łudząco podobny do bronzera Kobo w odcieniu Sahara Sand -  jest jednak dosłownie minimalnie cieplejszy, co w mojej opinii czyni go bardziej uniwersalnym niż mocno wychłodzony Kobo, w przypadku którego ciepłe typy urody mogą jedynie obejść się smakiem.. Jest bardzo fajnie napigmentowany- nie tak szaleńczo jak produkty Sleeka, ale na tyle mocno, by bez spędzania nad lustrem dwudziestu minut, stworzyć piękny kontur. Utrzymuje się cały dzień  i  świetnie dogaduje się z podkładem  i różem. Maleńką wadą jest to, że troszeczkę się pyli przy nakładaniu - ale to w zasadzie wada większości produktów pudrowych, spuśćmy więc na nią zasłonę milczenia. 

R O Z Ś W I E T L A C Z to ten mniej udany, paletkowy brat. Mi osobiście nawet się podoba, ale mniemam, że zbyt szerokiego grona fanek niestety nie znajdzie. Jest bardzo, bardzo delikatnie napigmentowany i naprawdę chłodny. Jeśli jesteście fankami efektu w stylu Mary Lou, tutaj zdecydowanie byłybyście rozczarowane. Daje superdelikatny efekt  i moim zdaniem nadaje się nawet do stosowania na całą twarz, a nie tylko w klasycznych miejscach do rozświetlenia. Delikatnie opalizuje na różowo, co sprawdzi się tylko u dziewczyn z bardzo chłodnym typem urody. Plusem jest z pewnością fakt, że jest bardzo drobniutko zmielony  i nie znajdziemy w nim pół brokatowej, tandetnej drobiny. Trwałość taka jak bronzera- świetna.

Dziwić może fakt, że jest to duo, a nie trio- zazwyczaj w tego typu kompletach znajdujemy jeszcze róż. Mnie to akurat cieszy- zazwyczaj róże w takich paletkach kompletnie mi się nie podobają i  mam wrażenie, że nie pasują do całości. Z tego powodu nie zdecydowałam się kupić Sleeka, MUR ani Wibo. Jeśli chodzi  o róże, całe życie wierna jestem Bourjois w kolorze Sienne. Post o nim Wam daruję, ponieważ byłaby to istna litania pochwalna. 

Poniżej swatche-  bronzer wyszedł delikatnie przekłamany, pierwsze zdjęcie lepiej oddaje jego rzeczywisty kolor. 


Podsumowując- jeśli szukacie chłodnego bronzera idealnego do konturowania oraz równie chłodnego rozświetlacza oraz lubicie delikatny, nieprzerysowany efekt- będziecie zachwycone. Ja jestem. I wybaczam mu nawet rozświetlaczową wpadkę z opalizowaniem na różowo, mając  wrażenie, że przy mojej bardzo jasnej karnacji jakoś się to broni.

Za tę cenę - przypominam, że wychodzi niecałe 10 zł za produkt- naprawdę ciężko byłoby w drogeriach znaleźć coś lepszego. Poniżej zdjęcie jak prezentuje się w akcji - do duetu dołączył róż Bourjois w kolorze Sienne.



Mam nadzieję, że w stanie nienaruszonego opakowania, nasza pięknie zapowiadająca się relacja trwać będzie jak najdłużej!

Pozdrawiam :)

***



3 komentarze:

  1. Jestem lekko zazdrosny o tę paletkę, gdyż ostatnio dostała na Insta więcej lajków, niż słitaśna fotka ze mną! W dodatku zrobiona na tle przepięknej karuzeli... Ale muszę przyznać, że w akcji prezentuje się rewelacyjnie! Emikol była zdecydowanie najpiękniejszą panną w całym mieście. I to jak się później okazało, mimo 3 zapaleń męczących ją od środka. Nie sądzę drogie czytelniczki, aby w waszym przypadku efekt był podobny, bo Emilka jest tylko jedna... Ale jak już macie się czymś upiększać, to ta paletka jest dobrym wyborem.

    OdpowiedzUsuń
  2. produkt godny polecenia! dzięki za post,bo na pewno przetestuję:)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio myślałam nad jej kupnem i po Twojej recenzji na pewno po nią sięgnę:)
    Zapraszam do mnie na post o kremie cc z bell ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! / Thank you for your comment!