wtorek, 10 maja 2016

E Y E B R O W game with Essence, czyli żel Make Me B R O W i kredka Eyebrow D E S I G N E R


Na punkcie brwi mam prawdziwą obsesję. Jeśli jakieś kosmetyki przyciągają w drogerii moją uwagę, to na 99% są to produkty do brwi -  1% pozostawiam paletkom do konturowania, do których też mam słabość (swoja drogą, spójrzcie na recenzję paletki CATRICE)
Zapraszam dzisiaj zatem na kilka słów o wychwalanym na  pod niebiosa na YT żelu do brwi Make me brow i kredce Evebrow designer. BTW -przyznaje się, że początkowo post miał być tylko o  żelu. Poszłam do drogerii tylko po niego, ale pomyślałam sobie, że jak działać, to kompleksowo! I tym oto sposobem  dodatkowo stałam się szczęśliwą posiadaczką kredki. Razem tworzą naprawdę zgrany duet- po szczegóły zapraszam dalej.




Make me brow to kilka razy tańszy zamiennik kultowego Gimme Brow Benefit- firma Essence w tworzeniu opakowania i szczoteczki swojego produktu, niespecjalnie ukrywała tę inspirację. Nie mam porównania z oryginałem, ale muszę przyznać, że to maleństwo (naprawdę maleństwo, ma tylko 3,8 grama) bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Cena to 10,99 w drogeriach Hebe/Natura, dostępny jest tez online m.in na Mintishopie

Osobiście posiadam wersje dla brunetek - cóż, jestem raczej blondynką, ale lubię efekt mocno podkreślonych brwi, zresztą ten brąz nie jest wcale jakiś szaleńczo ciemny. Jest za to bardzo chłodny, trwały  i daje efekt lekko zagęszczonych brwi. No właśnie- lekko zagęszczonych. Moich brwi jest sporo, ale włoski są raczej cienkie, więc zagęszczenie to efekt, na którym zależy mi najbardziej.  Pod tym względem zdecydowanie lepiej sprawdzała mi się maskara z Maybelline, o której pisałam m.in TUTAJ.

Essence wprawdzie daje piękny efekt, ale niestety dla mnie efekt zagęszczenia jest za delikatny i  zdecydowanie potrzebuję produktu podkreślającego brwi mocniej. Dlatego nie sprawdzało się u mnie stosowanie go solo- za uprzednim podkreśleniem kredką tej samej marki, daje jednak radę całkiem nieźle. 


O kredkach z Essence słyszałam już jakiś czas temu, ale broniłam się przed nimi z prozaicznego powodu- trzeba je temperować. I to często. Mniej więcej co drugie użycie -  umówmy się, nie jest to jakoś szczególnie wygodne. Pomijając kredki do brwi mam też całą armię konturówek, które tylko czekają, by je naostrzyć, więc szkoda, że Essence, w przeciwieństwie do np:  Wibo nie pokusiło się o wersję wykręcaną. Cóż. Pomijając ten minus, kredka jest bardzo fajna i  niedroga- kosztuje ok. 6 zł.

Mój kolor to 04 blonde, który moim zdaniem jest bardzo zbliżony do osławionej kredki z Catrice w kolorze Date with Ashton. Dla niewtajemniczonych- jasny, bardzo chłodny brąz. Ciężko znaleźć tak chłodny kolor w palecie jasnych brązów i pod tym względem  Essence i  Catrice zdecydowanie wiodą prym. Kredka jest odpowiednio twarda, bardzo trwała i łatwa w użyciu. Daje efekt delikatnie, ale jednak widocznie podkreślonych brwi, a duet z Make me brow sprawia, że oba te produkty są zdecydowanie warte Waszego zainteresowania. Małym minusikiem jest szczoteczka na drugim jej końcu - wyczesać nią brwi niestety się nie da, jest zdecydowanie zbyt mało precyzyjna i  jedyne co możemy sobie nią zrobić to rozmazać sobie brwi na czole. A tego nie chcemy.


Podsumowując, naprawdę fajne produkty za bardzo studencką cenę. Essence to marka, którą generalnie bardzo lubię (kiedyś namiętnie kupowałam ich biały puder  i  podkład w musie, mam do nich jakiś dziwny sentyment)  i po raz kolejny udowodniła, że tańsze nie znaczy gorsze.
Jeśli akurat szukacie jakichś nowych przyjaciół dla swoich brwi, warto zwrócić na nie uwagę i zabrać je ze sobą do domu!

Pozdrawiam cieplutko w te gorące dni, 


***





2 komentarze:

  1. Mam ten sam odcień kredki i jestem w nim zakochana, to mój codzienny niezbędnik w wykonywaniu makijażu ;) znając mnie to niebawem wpadnie w moje ręce ten żel ;)
    zapraszam do siebie na recenzje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto go wypróbować! :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz! / Thank you for your comment!