Na punkcie brwi mam prawdziwą obsesję. Jeśli jakieś kosmetyki przyciągają w drogerii moją uwagę, to na 99% są to produkty do brwi - 1% pozostawiam paletkom do konturowania, do których też mam słabość (swoja drogą, spójrzcie na recenzję paletki CATRICE).
Zapraszam dzisiaj zatem na kilka słów o wychwalanym na pod niebiosa na YT żelu do brwi Make me brow i kredce Evebrow designer. BTW -przyznaje się, że początkowo post miał być tylko o żelu. Poszłam do drogerii tylko po niego, ale pomyślałam sobie, że jak działać, to kompleksowo! I tym oto sposobem dodatkowo stałam się szczęśliwą posiadaczką kredki. Razem tworzą naprawdę zgrany duet- po szczegóły zapraszam dalej.
Make me brow to kilka razy tańszy zamiennik kultowego Gimme Brow Benefit- firma Essence w tworzeniu opakowania i szczoteczki swojego produktu, niespecjalnie ukrywała tę inspirację. Nie mam porównania z oryginałem, ale muszę przyznać, że to maleństwo (naprawdę maleństwo, ma tylko 3,8 grama) bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Cena to 10,99 w drogeriach Hebe/Natura, dostępny jest tez online m.in na Mintishopie.
Osobiście posiadam wersje dla brunetek - cóż, jestem raczej blondynką, ale lubię efekt mocno podkreślonych brwi, zresztą ten brąz nie jest wcale jakiś szaleńczo ciemny. Jest za to bardzo chłodny, trwały i daje efekt lekko zagęszczonych brwi. No właśnie- lekko zagęszczonych. Moich brwi jest sporo, ale włoski są raczej cienkie, więc zagęszczenie to efekt, na którym zależy mi najbardziej. Pod tym względem zdecydowanie lepiej sprawdzała mi się maskara z Maybelline, o której pisałam m.in TUTAJ.
Essence wprawdzie daje piękny efekt, ale niestety dla mnie efekt zagęszczenia jest za delikatny i zdecydowanie potrzebuję produktu podkreślającego brwi mocniej. Dlatego nie sprawdzało się u mnie stosowanie go solo- za uprzednim podkreśleniem kredką tej samej marki, daje jednak radę całkiem nieźle.
O kredkach z Essence słyszałam już jakiś czas temu, ale broniłam się przed nimi z prozaicznego powodu- trzeba je temperować. I to często. Mniej więcej co drugie użycie - umówmy się, nie jest to jakoś szczególnie wygodne. Pomijając kredki do brwi mam też całą armię konturówek, które tylko czekają, by je naostrzyć, więc szkoda, że Essence, w przeciwieństwie do np: Wibo nie pokusiło się o wersję wykręcaną. Cóż. Pomijając ten minus, kredka jest bardzo fajna i niedroga- kosztuje ok. 6 zł.
Mój kolor to 04 blonde, który moim zdaniem jest bardzo zbliżony do osławionej kredki z Catrice w kolorze Date with Ashton. Dla niewtajemniczonych- jasny, bardzo chłodny brąz. Ciężko znaleźć tak chłodny kolor w palecie jasnych brązów i pod tym względem Essence i Catrice zdecydowanie wiodą prym. Kredka jest odpowiednio twarda, bardzo trwała i łatwa w użyciu. Daje efekt delikatnie, ale jednak widocznie podkreślonych brwi, a duet z Make me brow sprawia, że oba te produkty są zdecydowanie warte Waszego zainteresowania. Małym minusikiem jest szczoteczka na drugim jej końcu - wyczesać nią brwi niestety się nie da, jest zdecydowanie zbyt mało precyzyjna i jedyne co możemy sobie nią zrobić to rozmazać sobie brwi na czole. A tego nie chcemy.
Podsumowując, naprawdę fajne produkty za bardzo studencką cenę. Essence to marka, którą generalnie bardzo lubię (kiedyś namiętnie kupowałam ich biały puder i podkład w musie, mam do nich jakiś dziwny sentyment) i po raz kolejny udowodniła, że tańsze nie znaczy gorsze.
Jeśli akurat szukacie jakichś nowych przyjaciół dla swoich brwi, warto zwrócić na nie uwagę i zabrać je ze sobą do domu!
Pozdrawiam cieplutko w te gorące dni,
Jeśli akurat szukacie jakichś nowych przyjaciół dla swoich brwi, warto zwrócić na nie uwagę i zabrać je ze sobą do domu!
Pozdrawiam cieplutko w te gorące dni,
***




Mam ten sam odcień kredki i jestem w nim zakochana, to mój codzienny niezbędnik w wykonywaniu makijażu ;) znając mnie to niebawem wpadnie w moje ręce ten żel ;)
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie na recenzje ;)
Zdecydowanie warto go wypróbować! :)
Usuń